Raport zdrowotny – Indie 2012

Spotkałam się ostatnio z opinią, że podróżujący (szczególnie z dziećmi) na blogach piszą tylko jak to jest fajnie, przemilczając wszelkie dolegliwości i niepowodzenia, co powoduje że niedoświadczeni turyści (podróżnicy to chyba za duże słowo na tą okoliczność) jadą na hip hip hura do innych krajów i pakują się w różne kłopoty. Stąd wyjawiam tu wszelkie sekrety zdrowotne (i oglądalność rośnie).

W konkursie na najzdrowszego osobnika wyjazdu wygrał Rafałek. Dwukrotnie zwrócił co wrzucił, raz mocną herbatę, raz chapati, co nie przeszkadzało mu kontynuować konsumpcji.
Ostro rywalizował z nim Pawełek, który zwrócił dwukrotnie, ale w ten sam dzień, stąd pozycja druga. Przy okazji znaleźliśmy sposób na uniknięcie tłoku w kolejce na prom w Kochin. Mały pawik i już nikt się nie pcha. Najpewniej zaszkodziły mu skonsumowane przed snem roti. Czytałam ostatnio, że jest taki sposób na medytacyjne wymioty – wypijasz litr ciepłej wody i zwracasz, w ramach kuracji żołądkowej. Nasze dzieci doszły do tego same, z tym że wystarczyła im szklanka.
Identyczna sytuacja spotkała Hanię, z tym że ona potrafiła wywołać medytacyjne wymioty nawet zimną wodą. Hania, trzecie miejsce na pudle, się dodatkowo przeziębiła. Deszcze Gokarny wychłodziły ją do tego stopnia, że dostała gorączki trwającej dobę oraz kaszlu i kataru.
I wreszcie starszyzna. Pozwolę sobie przyznać czwarte miejsce własnej osobie. Żołądek kilka razy zapalił mi pomarańczowe światełko. Zdarzyło się też, że czerwone paliło się już przez 3 dni. Ponieważ dieta nie jest moją mocną stroną finalnie zdecydowałam się na kurację ciproflaxinem. To mój ukochany antybiotyk. Pomaga już przy pierwszej pastylce, choć brać trzeba przez 5 dni.
Ostatnie miejsce zostało dla Cezarego, którego alergia doprowadzała do duszności w nocy, na nogach pojawiły się jakieś kropki/ugryzienia, a w jeden wieczór miał nawet gorączkę.

I perełka na koniec. Złapaliśmy wszy. W tym momencie zapewne wszyscy rodzice dzieci żłobkowych, przedszkolnych i szkolnych, uczęszczających do tych instytucji wraz z naszymi drapią się po głowie. Tak więc uspokajamy się i czytamy dalej.
Wszy zostały wykryte u Hani w sporej (powiedziałabym przerażającej) ilości. W aptece kupiliśmy natychmiast płyn – szampon – Mediker. Działanie jego było mizerne, wszy były podtopione przez jakieś 20 minut, owszem łatwiej było wtedy je wyciągać, ale potem wracały do aktywności, co oznacza, że na głowie zostawały trudno wyciągalne gnidy, oczekujące na wyrośnięcie. Ciemność widzę ciemność. Podcięliśmy Hani włosy:

Co nie wiele pomogło. Aż wreszcie w aptece trafiliśmy na wybawienie pod nazwą: Permethrin cream. Można by powiedzieć, zabija wszy wraz z gnidami na śmierć. U 99% pacjentów. U reszty należy powtórzyć po tygodniu. Sceptycznie nastawieni do statystyki od razu zakupiliśmy na zapas jeszcze po jednej butelce. Okazało się jednak, że należymy do większej części społeczeństwa i buteleczki zdobią naszą apteczkę do dziś. Hura!!!!!!

Aha, gdyby ktoś bardzo chciał chorować, to najlepiej w Indiach. Leki są znacząco tańsze niż u nas.

I to byłoby na tyle w temacie zdrowia.

Reklamy

2 thoughts on “Raport zdrowotny – Indie 2012

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: