Wash your meat

Marsa Matruch nie słynie jako kulinarny raj. Przewodnik Lonely Planet w sekcji żywieniowej informuje, że w zasadzie nie ma tutaj o czym pisać. W zimie (cokolwiek to znaczy, w każdym razie my właśnie byliśmy poza sezonem) ciężko znaleźć coś otwartego.  Zwykle stronimy od lokali polecanych w przewodnikach, ale tym razem nic nie wpadło nam w oko więc wyruszyliśmy szlakiem rekomendacji.

Zaczęliśmy wędrówkę od najtańszej opcji i z radością zobaczyliśmy, że jest otwarte. Abu Rabi. Jest jedzenie. Niestety całe menu wypisane było po arabsku. Za moment zjawił się przedstawiciel do spraw zamówień. Zapytaliśmy co można zjeść. Zwykle jest to kłopotliwe pytanie, poza tym przypadkiem kiedy w Indiach powiedziano nam „nic”, bo akurat wszystko było wysprzedane i szykowali się do zamknięcia. Co chcielibyście zjeść? Jakbyśmy wiedzieli to byśmy się nie pytali. Przewodnik wspominał coś o owocach morza. Niestety, nie ma. Mięso? Tak, jest. Pytam w takim razie o baraninę. Jest. Zadowolony przedstawiciel pobiegł do kuchni i przyniósł nie wysoki gliniany garnuszek z zawartością, nie rzucającą na kolana. Cena – 20 le. Drogo. Zaczął wymieniać, że do tego jeszcze sałatka, zupa, coś tam i coś tam. Niemniej jednak moja mina i wzrok wbity w garnuszek nie wskazywały na wielki entuzjazm. Zapytał wtedy energicznie: Do you want to wash your meat? (Czy chcesz umyć swoje mięso?).

Zbaraniałam. Jak to umyć swoje mięso? Ale o co chodzi? W głowie przebiegły mi myśli o procedurach kuchni muzułmańskiej, których nie znam, nie mniej jednak mam nadzieję, że obejmują mycie mięsa,  aby spożywany posiłek był halah, czyli czysty. Ale ja mam myć mięso? Potrawa wyglądała na gotową, może wygląd nie był ekstra, ale nie sądzę, aby dodatkowe mycie mogło coś tu zmienić na lepsze. A może chodzi o coś innego? Przedstawiciel nie słysząc mojej odpowiedzi, zaczął wykrzykiwać dalej „Do you want to wash your meat? Do you want to wash your meat?”

Cezary, co ja mam mu powiedzieć, przecież ja nie wiem o co chodzi. Powiedz, nie dziękuję. Ok, no thank you. Uspokoił się i najwyraźniej nie popełniłam, żadnej gafy.

Posiłek wegetariański kosztował tyle samo więc wzięliśmy tę baraninę dobierając jeszcze frytki i bakłażany. Od razu zapłaciliśmy, aby rachunek nie urósł.  A już rósł bo uznano, że powinniśmy wypić małą wodę za 5 le. Gdy odmówiliśmy przedstawiciel zabrał wodę i powiedział „Ok. Nice to meet you” (Miło was spotkać). Szczęśliwie wszystko dotarło na stół, widok przed frytkami i bakłażanami, za każdym razem przedstawiciel dodawał „Nice to meet you” (ale się nie śmiałam, w końcu sama w Maroku zamiast dziękuję powiedziałam raz dzień dobry):

Po lewej zupa, właśnie w takiej miseczce oglądałam baraninę przed wejściem, na zdjęciu jest już ona na talerzu.

W trakcie konsumpcji przyszło olśnienie. Już wiem co on chciał powiedzieć, wykrzyknęłam, wcinając kolejny kawałek baraniny:


„Do you want to watch your meat? (Czy chcesz zobaczyć swoje mięso?)…”

Mięso było na dnie garnuszka. I to byłoby na tyle wspomnień z Abu Rabi. „Nice to meet you.”

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: