Raport zdrowotny – Indie, Bangladesz 2013

Wstęp

Długo zbierałam się do tego wpisu i różne części chodziły mi po głowie począwszy od tytułu: „Przesrane” czy wstępu: „chorowaliśmy pierwsze cztery tygodnie”.  I tak po analizie przeszłości wszystko wskazuje na to, że zaszkodził nam pierwszy indyjski posiłek (nie licząc hotelowego śniadania): Zaszkodził (Hani i mi) ale nie jakoś dramatycznie, niemniej jednak parę dni później skapitulowałam i wrzuciłam mój ukochany antybiotyk ciproflaxin, nie bacząc nawet, że za moment będziemy w Diu, miejscu planowanego chill-outu, miejscówki z najtańszym piwem. Hania dała radę bez. I tak w Diu jednego dnia Paweł wszedł w słup i to tak pechowo, że czołem nabił się na ostre krawędzie i nie tylko zarobił guza ale i rozcięcie. Jakby było mało następnego dnia spadł na placu zabaw z „pajęczyny” i na odwrocie jego kolana wykwitła śliwa koloru tak paskudnego, że czoło przestało źle wyglądać.  Obawialiśmy się czy da radę chodzić, ale nie było źle. Tak dojechaliśmy do Palitany, miejsca naszej wędrówki na górkę, gdzie Cezary miał wspierać wejście Rafała. Noc przed Cezary zaniemógł. Gorączka i modlitwa do porcelanowego boga sprawiła, że na górę wybrały się tylko Mrówki trzy. Dalej Ahmedabad i Bundi tu wszyscy byli zdrowi. Sytuacja zmieniła się w Orchha gdzie najpierw Paweł dostał gorączki i zwymiotował kilka razy. Zaraz potem gorączka przeszła na mnie, a ponadto w pociągu do Varanasi ugryzł mnie jakiś pająk. W Varanasi walczyłam dietą z biegunką, a gorączka przeszła na Rafała. Biegunka dzień później. W sumie nie ma się co dziwić biegunkom w Indiach, gdyż tu restauracje dzielą się na brudne i mniej brudne:  13_Indie_Bangla_1289aI nie wszystkie są opisane jak na powyższym obrazku.

 Apogeum

Biegunka, biegunką ale Rafałowi pojawił się rumień na nodze. Rumień wyglądał  jak rumień przy boreliozie:

13_Indie_Bangla_1158

W Indiach choroba ta nie występuje, ale przecież my pod koniec czerwca byliśmy na ognisku w Przegorzałach gdzie starsze dzieci złapały po kleszczu. Rumień pojawiał się i znikał. Przez cały czas byliśmy w kontakcie mailowym z naszą panią doktor, która w tym momencie zaczęła sugerować nam wizytę u lekarza.  Pytanie tylko gdzie go znaleźć. Kiedy przyśniło mi się, że kupiłam bilety na następny rok do Indii obudziłam się z wyraźnym niepokojem.W pociągu do Kalkuty moja rana po ugryzieniu zaczęła ropieć, żołądek dalej świrował i oprotestowywał dietetyczne suchary z niedietetyczną nutellą. Rafałowi wyszedł kolejny rumień, tym razem na drugiej nodze:

13_Indie_Bangla_1306Monika (dziękujemy!) pomogła nam w kontakcie z Wartą – ubezpieczycielem Rafała. Sytuacja została zgłoszona, mieli oddzwaniać do hotelu, zadzwonili rano jak byliśmy w konsulacie po wizy, dalej cisza, a zapowiadali się na wizytę domową. Po kolejnej interwencji zadzwonili następnego dnia znów gdy nas nie było zostawiając numer telefonu na który nikt nie umiał oddzwonić. Rumienie zaczynały znikać a my w pobliżu konsulatu natrafiliśmy na gabinet pediatry. Wstąpiliśmy po poradę. Lekarz stwierdził stan podgorączkowy i zalecił zrobienie kilku testów z krwi oraz wykluczył boreliozę. W momencie gdy byliśmy w gabinecie zadzwoniła wreszcie na komórkę Warta, zapewniając, że zaraz umówi nas na wizytę domową. Gdy dotarliśmy na nogach do laboratorium gdzie pobierano krew zadzwoniła Warta, że jednak domowej wizyty nie będzie, bo nie ma lekarza w okolicy i mamy jechać do szpitala Columbia. Skoro do szpitala to wstrzymaliśmy badanie krwi bo przecież będą mogli zrobić je na miejscu i popołudniu po zostawieniu starszaków w hotelu ruszyliśmy taksówka do drugiej części miasta. Szpital wyglądał nowocześnie , wizyta odbyła się bezgotówkowo, zapłaciliśmy tylko za zapisane leki. Lekarz stwierdził, że to nie borelioza tylko alergia, zapisał środek na alergię, antybiotyk ze względu na infekcję brzuszną, probiotyk i mieszankę na temperaturę.  Na alergię nie podaliśmy, antybiotyku też myśleliśmy, że nie podamy, ale następnego dnia Rafał dalej był niewyraźny, więc zmieniliśmy zdanie.  U mnie też nie było lepiej i ciproflaxin poszedł w ruch. I tak opuściliśmy Indie zastanawiając się czy przyjdzie nam korzystać z bangladeskiej służby zdrowia.

Po tygodniu odstawiliśmy antybiotyk Rafałowi i 12 godzin później stan podgorączkowy wrócił. Przedłużyliśmy więc antybiotyk do pełnych 9 dni (miało być 10 ale stwierdziliśmy, że jak ma chorować dalej to lepiej w większej miejscowości – gdzie już mieliśmy namiar na lekarza – niż  w kolejnej mniejszej).

Kolejne cztery tygodnie minęły spokojnie choć, a może dzięki temu, że  na wszelkie artykuły spożywcze patrzyliśmy z większą rezerwą. Na koniec nad morzem złapałyśmy z Hanią katar i o ile mi szybko przeszło to ona jeszcze w Bombaju odmawiała wszelkich aktywności poza zakupami gum i cukierków tłumacząc się złym samopoczuciem.  Zupełnie identycznie jak rok wcześniej. Przy mieszkaniu w tym samym pokoju mieliśmy wrażenie totalnego deja vu.

Epilog

Po miesiącu oczekiwania na wizytę na oddziale zakaźnym zostaliśmy przyjęci. Po opisie lekarz powiedział, że jemu to na boreliozę nie wygląda, ale badania zrobił. Po kolejnych dwóch tygodniach przyszedł wynik. Borelioza.  IgG dodatnie. Gorsza indyjska sraczka czy polski kleszcz? Wybór (nie) należy od ciebie.

Niewątpliwie wrócimy do Indii, w lodówce w Varanasi zostały czopki przeciwgorączkowe…

Advertisements

7 thoughts on “Raport zdrowotny – Indie, Bangladesz 2013

    • Mam nadzieję, że będzie dobrze. Z tego co mówił lekarz to antyciała potrafią utrzymywać się do pięciu lat po zachorowaniu.

  1. Pięknie :) Nie napisałabyś jak sobie radzicie z pluskwami? Ja zostałam pogryziona raz, na lotnisku w Kuala Lumpur, i już chyba wole sraczkę…

  2. Nie mogłem oczu oderwać od tekstu – jestem pełen podziwu, nie wiem czy sam bym nie spękał. Trzeba kochac i rodzinę i podróże, żeby to wytrzymać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: